W końcu nadszedł ten długo oczekiwany moment: półmetek - jak mówią na południu, albo połowinki - jak mówią na północy ;]
A zaczynało się nieciekawie. początkowo wszyscy zdawali się o tym nie pamiętać (tak na wszelki wypadek żeby nie spadł na nich ciężar organizacji) ale Asia odważyła się przełamać barierę milczenia i pod koniec października zaczęły się wstępne ustalenia. Za organizację wzięła się Monia i Beata no i trzeba przyznać, że mimo momentami ogromnej niechęci do współpracy i wydawania jakichkolwiek pomocnych opinii przez otoczenie, udało im się pozałatwiać wszystko na czas.
Nie muszę chyba mówić, że wszystkie dziewczyny zrobiły się "na bóstwo", a i ta brzydsza płeć nie pozostawała w tyle bo obowiązywały stroje wieczorowe.
Muzykę zapewnił nam DJ - no i niestety trzeba przyznać, że się trochę podłożył... Gdy prosiłem żeby puścił coś w rytmie tanga lub walca angielskiego stwierdził, że nie jest na to przygotowany bo nie sądził, że "tak młodzi ludzie mogą być tak dojrzali". ;]No cóż... takie już jest to pokolenie czarnobyla.
Jedną z "atrakcji" było to, że nasz wieczór trwał godzinę krócej niż inne - piszę o tym nie przez to, że ta godzina mi "uciekła" ;) (ja byłem w tym czasie z Mateuszem po zaopatrzenie) ale mieliśmy po prostu małą zmianę w czasie.
Krótko mówiąc: Impreza była udana i na pewno w części zaspokoiła nasz głód wytańczenia się :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz