Wczoraj, po do
ść pracowitym weekendzie, postanowiliśmy się przemóc i udać się na imprezę salsową promowaną przez naszą szkołę salsy. Planowaliśmy pójść od chyba roku, ale przed oczami widzieliśmy parę takich imprez, na których byliśmy w klubie
Ręce i nogi, zanim rozpoczęliśmy naukę. Dla nie - salsowicza
ść pracowitym weekendzie, postanowiliśmy się przemóc i udać się na imprezę salsową promowaną przez naszą szkołę salsy. Planowaliśmy pójść od chyba roku, ale przed oczami widzieliśmy parę takich imprez, na których byliśmy w klubieRęce i nogi, zanim rozpoczęliśmy naukę. Dla nie - salsowicza
(coś w stylu mugola, tylko w słonecznym świecie salsy ;p) widok jest niesamowity. Nadal jak widzimy bardziej zaawansowanych
(a jest ich większość ;]) to tylko uśmiech na twarz, kręcenie głową i trzymanie szczęki ze zdumienia. Po prostu pewne rzeczy wydają
się niemożliwe z punktu widzenia obserwatora...
się niemożliwe z punktu widzenia obserwatora...
Już ponad rok temu przemogliśmy się i rozpoczęliśmy powolny tryb wtajemniczania w stylu cubano, który nadal trwa.. I ośmielę się stwierdzić, że w tym tańcu nie da się nie zakochać ;] A szczególnie w Ruedzie de Casino.. I może dlatego stworzył się pewien "gatunek" ludzi - salsowiczów. Istnieje jednak realny podział na style L.A. (tzw. liniówki) i cubano.
Przechodząc do sedna: przemogliśmy się wczoraj.. i pełen sukces :D cudownie było śmiało wejść na parkiet wśród wymiatających i tak troszkę chociaż, w nieco łagodniejszy sposób, powymiatać z nimi ;] Jeszcze do niedawna wstyd byłoby zajmować im miejsce, lepszy pożytek byłby z podpierania ścian.
Dla chcących zarazić się tą pozakontynentalną chorobą, której objawami jest gromna radość i gibkość polecam na wstępie przytrzymywanie szczęki na imprezach takich, jak byliśmy wczoraj w klubach El Sol* (przy Karmelickiej) oraz U Louisa** (przy Grodzkiej).
* promowana przez naszą szkołę i prowadzona w rytmie cubano
** promowana przez Salsa Sabrosa i prowadzona głównie w rytmie liniówki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz