I dziś, kiedy pierwszy raz od tak dawna byłam z TC'kiem oko w oko, na zielonej trawce, pod błękitnym niebem, wśród zapachu ukwieconych drzew stwierdziłam, że naprawdę warte było stworzenie zimy. By docenić takie proste elementy natury.
Chciałabym w tym dzisiejszym świecie (który kręci się znacznie szybciej niż ca. 40000 km/dobę) gdziekolwiek i jakkolwiek, nadejściem wiosny zawsze umieć się cieszyć.

Przy okazji mogę się pochwalić kolejną zmianą w naszym tygodniowym trybie życia: wróciliśmy do tańca towarzyskiego. Od dawna o tym marzyliśmy i chcemy się porządnie za siebie wziąć. Byliśmy dziś na drugich zajęciach, a Juri już został ulubionym "modelem" pani instruktor. Trzeba przyznać, że gust ma ;]
Koniec końców, nie cierpię na brak ruchu: salsa na gibkość (1.5h), wf na ręce (siatkówka 1.5h), towarzyski na chyba wszystkie partie mięśni (4h) oraz kurs prawa jazdy na chyba wszystkie partie mięśni organów wewnętrznych (śr. 3h, jestem już w połowie :]). W sumie 10h ćwiczeń tygodniowo. A jakby dodać ćwiczenia na szare komórki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz