wtorek, 20 stycznia 2009

sesyjnie.. i balowo..

Postanowiliśmy przełamać rutynę i wybraliśmy się w sobotę na Bal Lądowca. Jest to doroczna impreza karnawałowa organizowana przez Wydział Inzynierii Lądowej PK (czyli mój ;]) Taki adekwatnik Balu Geodety. Zdecydowanie skusiło nas przepiękne miejsce: pałac Radziwiłłów w Balicach (http://www.lastrada-balice.pl/)




Świetnie się wybawiliśmy :] Pan dziekan i jego żona również, dzięki wymyślnym konkursom Samorządu. Trzeba przyznać, ze organizatorzy nieźle się spisali. A do pałacu trzeba koniecznie pojechać na wiosnę. O 2 w nocy było nieco za zimno na dokładne zwiedzanie.

Bal odpokutowaliśmy nocnym maratonem naukowym, gdyz w poniedziałek rano mieliśmy pierwszy egzamin. Może nie oszałamiające, ale satysfakcjonujące i mnie, i Jurka, 4.0 było miłym końcem dnia wczorajszego.

A dziś, w nawale prac natknęłam się na ten oto wymowny rysunek:


W wirze projektowym nie pozostawił mnie samej sobie mój starszy brat. Nudząc się w pociągu do Warszawy zadzwonił do mnie, by poczytać mi fragmenty książki Cejrowskiego.
I nie sądziłam, ze wśród egzotycznych opowieści z podróży w zakątki ziemi znajdę pocieszenie wprost dla mej zakręconej sesyjnie psychiki.
Przytoczę główny sens:
Kolumbia
Rozpędzone stado krów mozna zatrzymać na 3 sposoby.
Pierwszy to liczyć na to, ze jak stado dobiegnie do krawędzi wielkiej przepaści to samo się zatrzyma. Drugi to taki, że jeśli nie wypali pierwszy, to na pewno zatrzyma się na dnie owej przepaści.
Trzeci, najbardziej ryzykowny, to próba zagonienia stada tak, by goniły się w kółko. Ale koniecznie w prawą stronę. Wówczas goniąc się wzajemnie, zmęczą się i same się zatrzymają. Podobno ma coś z tym wspólnego siła Coriolisa..
Optymistyczny wniosek mojego brata: niezaleznie od sposobu, kiedys i tak się zatrzymam.
Ot co :]


Brak komentarzy: