Niecodzienny, aż czterodniowy weekend obfitował w wydarzenia. A wszystko zaczęło się od Gołoty...
Mój brat poprosił nas, byśmy podjechali po niego na lotnisko jego brumem, którego zostawił w Krakowie. Przyleciał z Paryza po tygodniowej delegacji z pracy w piatek ok. 14. Uciapał sobie gdzieś garnitur, wiec konieczne było wstapienie do Centrum Zakopianki, by w "ekspresowej" pralni przywrócić go do pierwotnej kolorystyki.
Zanim ta "ekspresowa" usługa została wykonana, zdazylismy przestrząsnąć cały sklep zabawkowy, nakupić kilka słodkich malutkich ciuszków i oglądnąć całe spotkanie Gołoty z Austinem. Trwało to jednak zdecydowanie za krótko, więc coś podjedliśmy, zrobiliśmy zakupy i wyruszyliśmy w trasę gdy już zmrok opanował cały Kraków.
W sobotę, w samym środku zawirowań spraw organizacyjnych przed zlotem rodzinnym, skasowałyśmy z mamą auto.. W sumie, to kobieta nam skasowała. Wymuszając pierwszeństwo, wpadła w nowe, sportowe autko chłopaczka i tak ją obróciło, że uderzyła w nas, spokojnie czekających na przejazd. I tak cały lewy bok, światła, maska, drzwi od strony kierowcy zmieniły swoją postać w ciągu ułamka sekundy przy prędkości 0 km/h. Na szczęście nikomu nic się nie stało, no ale samochód został odholowany do garażu na resztę weekendu.
Z pomocą wkroczył jurii swym nowym rumakiem, dzięki czemu wszystko się udało załatwić.
Niedziela była wielkim dniem dla Mikiego, który został oficjalnie przyjęty do grona rodziny i Kościoła. Z wielką radością zostałam mamą :D chrzestną oczywiście :D


cd. w rękach jurego ;]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz