To był mój pierwszy zimowy dzień w pracy. Dla Jurka to już normalka po zeszłym roku.
Z resztą, nie mówcie nikomu, ale on jest dziwny - l u b i zimę. Dlatego się uzupełniamy - ja kocham lato, jasne i gorrrące słońce :]
W kazdym razie, pracowało się całkiem przyzwoicie, ciesząc się z każdego dystansu do pokonania, nawet pod górkę (dla rozgrzewki, dla odmiany od stania przy instrumencie).
Ale jest jakiś plus: dzięki panującej wczoraj pogodzie mogę pokazać niewtajemniczonym w tajniki geodezji, dokładnie to, co widziałam w lunecie instrumentu:
(Gdyby wczoraj była normalna widoczność, musiałabym wygooglować instrukcję do Paint'a, gdyż moje umiejętności posługiwania się powyższym oprogramowaniem byłyby znacząco niewystarczajace do stworzenia adekwatnego rysunku.. ;] )

Myślę, że nie muszę dodawać, iz taki obraz jest "lekką" przeszkodą w dalszych pomiarach. Taka widoczność oraz wilgotność powietrza bliska 100% to dla geodetów taki gong jak w zakładach przemysłowych oznaczajacy koniec pracy. I normalnie by się człowiek cieszyl, ale niekoniecznie wtedy, gdy płacą mu za godziny ... Albo gdy jest bliski skończenia danej roboty.. No cóż, chyba znów zawitamy w rejony Mogilan ;]
2 komentarze:
Ale mimo wszystko powinniście się cieszyć, że macie taką pracę. Naprawdę bardzo ciekawa - częściowo pracujecie szarymi komórkami, ale też nie siedzicie cały czas na tyłkach, jak my i przynajmniej macie okazję skorzystać z pięknej pogody, bądź to w lecie bądź to w zimie :) Ja np. chętnie bym ze 2 dni w tygodniu popracował fizycznie i się trochę pomęczył na zewnątrz ;)
Jeśli jesteś taki chętny do prac fizycznych i remonty Cię jeszcze nie wykończyły, to możesz się kiedyś ze mną wybrać w teren ;) Dzisiaj na przykład, mimo że to już grudzień, mierzyło się bardzo przyjemnie :)
Prześlij komentarz