Karolina z Mateuszem pojechali w piątek po zajęciach, a My (Asia, Wioncu, Marcin i ja) wybraliśmy się popołudniowym autobusem. Teoretycznie odjeżdżają co 10 minut do Zakopanego, ale zabralśmy się dopiero trzecim a dwa zostały odwołane. Mimo przeciwności jakoś dotarliśmy.
Na dobry początek wybraliśmy się na Zakopiańskie naleśniki :D Chodziły za nami od ostatniego wyjazdu (w kwietniu).
Sobota rozpoczęła się tradycyjnie wspólnym śniadaniem na werandzie. Niesamowity jest widok na Giewont w promieniach wschodzącego słońca...
Pogoda udała się nam świetna więc rozpoczęliśmy naszą wędrówkę po Tatrach z Toporowej Cyrhli przez Psią Trawkę, Rówień Waksmundzką na Gęsią Szyję. Następnie na Rusinową Polanę, gdzie zboczyliśmy z trasy do kościółka MB Jaworzyńskiej a zakończyliśmy na Palenicy Białczańskiej.

Niedziela również zapowiadała się ciekawie :) Wyruszyliśmy z Palenicy Białczańskiej pod Wodogrzmoty Mickiewicza a stamtąd Doliną Roztoki wprost do Doliny Pięciu Stawów. Mimo, że było chłodniej niż w sobotę to i tak na górskim szlaku nie miało to dla nas znaczenia. Piękne widoki stawów i gór oraz niezwykle smaczna szarlotka w schronisku dodawały nam energii :)

Trzeba przyznać jednak, że wędrówka w wyższe części Tatr może być niebezpieczna zwłaszcza jeśli ludzie postępują lekkomyślnie. Jako przykład mogę podać panią, która pod Siklawę weszła w butach z obcasikiem (uwieczniłem to na zdjęciu) a szlak był miejscami zalodzony (co jakiś czas strumień spływający po stoku w poprzek szlaku zamarzał i tworzyła się na kamieniach skorupa z lodu). Innym przykładem jest pewien mężczyzna, którego widziałem jak schodził ze schroniska z dzieckiem w nosidełku na plecach (dziecko mogło mieć 2-4 lat) po trasie, która była również zalodzona...
I jak tu można wymagać od dzieci żeby nie robiły głupstw skoro dorośli mają czasem tak idiotyczne pomysły...

Niedziela również zapowiadała się ciekawie :) Wyruszyliśmy z Palenicy Białczańskiej pod Wodogrzmoty Mickiewicza a stamtąd Doliną Roztoki wprost do Doliny Pięciu Stawów. Mimo, że było chłodniej niż w sobotę to i tak na górskim szlaku nie miało to dla nas znaczenia. Piękne widoki stawów i gór oraz niezwykle smaczna szarlotka w schronisku dodawały nam energii :)

Trzeba przyznać jednak, że wędrówka w wyższe części Tatr może być niebezpieczna zwłaszcza jeśli ludzie postępują lekkomyślnie. Jako przykład mogę podać panią, która pod Siklawę weszła w butach z obcasikiem (uwieczniłem to na zdjęciu) a szlak był miejscami zalodzony (co jakiś czas strumień spływający po stoku w poprzek szlaku zamarzał i tworzyła się na kamieniach skorupa z lodu). Innym przykładem jest pewien mężczyzna, którego widziałem jak schodził ze schroniska z dzieckiem w nosidełku na plecach (dziecko mogło mieć 2-4 lat) po trasie, która była również zalodzona...
I jak tu można wymagać od dzieci żeby nie robiły głupstw skoro dorośli mają czasem tak idiotyczne pomysły...
W każdym razie wyjazd udał się wspaniale :) wykorzystaliśmy każdy moment na psychiczne oderwanie się od nawału spraw w nowym (już czwartym) roku akademickim.
Trochę wprawdzie jeszcze daje znać o sobie zmęczenie ale jakoś lżej się robi na samą myśl, że jeszcze do Wiosny wrócimy :) Może na inaugurację sezonu narciarskiego? Kto wie :)


1 komentarz:
Wow! Ale pięknie! Jejku aż mi jest smutno, że nie mogliśmy z Wami pojechać:(
Prześlij komentarz