niedziela, 14 grudnia 2008

"Touching the void"

Wczorajszy repertuar wieczorny.
Zamieszczę tylko trafny komentarz i to ujęcie:

"Ten film zostaje w głowie po wyjściu z kina... No rzeczywiście polski tytuł jest po prostu kretyński. "Czekając na Joe" brzmi jak tytuł komedii romantycznej (...). "Touching the Void" to "Dotknięcie pustki", nie tylko dobrze brzmi, ale stanowi również świetny klucz do interpretacji filmu. I po cholerę było psuć??? Czasem mi się wydaje, że w Polsce trwa nieustający konkurs na najlepiej spieprzony tytuł zagranicznego filmu. To opowieść o wyprawie w wysokie Andy. Ale nie spodziewajcie się powtórki z "K2". Żadnych klimatów kina przygodowego, fajerwerków i ozdobników scenariuszowych. To rekonstrukcja autentycznej wyprawy, paradokument. Aktorzy prawie się nie odzywają, słyszymy głównie relację prawdziwych uczestników zdarzeń. I napięcie budowane zupełnie inaczej – od razu wiemy kto przeżył. W zasadzie prawie można by się zgodzić z tymi, którzy twierdzą, że film jest nudny. Prawie. Teoretycznie taka formuła skazana jest na przynudzanie, ale w rzeczywistości trudno pozostać na ten film obojętnym. A rozstrzygnięcie czy to "tylko" film o niezłomności człowieka, czy może dotyka metafizyki pozostawiam każdemu widzowi na własny jego użytek. Reżyser niczego nie narzuca, żadnych łatwych podpowiedzi. Dobre zdjęcia. Polecam. Nie tylko dla miłośników alpinizmu (sam do nich nie należę).

Wabik , 2004-04-14 19:58:00" ze strony www.kino.krakow.pl

Dlaczego właśnie ten film?

Pomysł Jurka zmotywowany tym, że byliśmy w tym tygodniu na slajdowisku zorganizowanym przez naszych doktorów z uczelni. Fantastyczne zdjęcia z wakacyjnych wypraw trzech ekip: wysokogórska wspinaczka w Alpach, kulturalno-przyrodnicza trasa w Peru i Boliwii oraz góry Ałtaju w rosyjskiej części. Link do tej ostatniej: http://home.agh.edu.pl/~kuras/ekstrema/

Brak komentarzy: